MECENAT KULTURALNY. ZAGŁĘBIOWSKIE RODY

język polski, kultura
Przypomnij sobie

1. Czym jest mecenat? Z jaką epoką wiąże się działalność mecenasów?

2. Co oznaczają pojęcia: sponsoring, filantropia, działalność charytatywna?

3. Co wiesz o kształtowaniu się mieszczaństwa i kultury mieszczańskiej na ziemiach polskich? Jakie grupy społeczne tworzą mieszczaństwo?

4. Odwołując się do znajomości noweli pozytywistycznych („Antek”, „Janko Muzykant”), określ, jaką rolę wyznaczano polskiemu mieszczaństwu (inteligencji)?

1. Zagłębiowska ziemia obiecana

Sosnowiec (Sosnowice) odgrywał dużą rolę na ziemiach polskich na przełomie XIX i XX wieku. Było to miasto leżące na granicach trzech mocarstw: Prus, Austrii i Rosji. Tutaj przebiegał słynny Trójkąt Trzech Cesarzy – linie graniczne biegły rzekami Białą i Czarną Przemszą (obecnie znajduje się tam Obelisk Pamięci z napisem „Obelisk Pamięci o dawnym podziale Europy i jej zjednoczeniu”). Znajdowała się tu komora celna, która przyciągała wszystkich pragnących szybkiego zysku kupców i ekspedytorów.

Również korzystne warunki geograficzno-ekonomiczne sprzyjały przedsiębiorcom (złoża surowców, rzeki), a także polityczne (liczne przejścia graniczne) i infrastrukturalne (rozbudowana sieć kolejowa). Do tego dochodziła tania siła robocza, gdyż po przeprowadzeniu uwłaszczenia okoliczna ludność masowo napływała do samego Sosnowca, jak i innych miast zagłębiowskich. Jeszcze innym czynnikiem, który sprzyjał wyborowi Sosnowca jako miejsce zakładania interesów, była jego wielokulturowość, brak dominacji (mimo przewagi liczebnej) katolików, co miało istotne znaczenie zwłaszcza dla niemieckich przedsiębiorców, zazwyczaj wyznania ewangelickiego. Nic więc dziwnego, że miasto to przyciągało wówczas bogatych mieszczan, przemysłowców i fabrykantów z całej Europy.

Warto wspomnieć nazwiska zagłębiowskich rodów, takich jak: Mieroszewscy, Ciechanowscy czy Zarzyccy. Jak stwierdzili Marian Kisiel i Paweł Majerski, „przeszłość Zagłębia Dąbrowskiego tworzą ludzie niepokorni, pionierzy przemysłu i twórczy inspiratorzy”. Tak więc w Zagłębiu mnóstwo było znamienitych rodzin, ale przede wszystkim trzy odegrały niebagatelną rolą w historii regionu: Dietlowie, SchönowieLamprechtowie.

Trójkąt Trzech Cesarzy, niemiecko-austriacki most graniczny na Przemszy, rosyjska komora celna w Modrzejowie, austriacka komora celna w Wysokim Brzegu

Śląska Biblioteka Cyfrowa

Rosyjski urząd celny (komora celna) przy moście granicznym w Modrzejowie, 1906 rok

Śląska Biblioteka Cyfrowa
Ciekawostka

Na przełomie XIX i XX wieku Sosnowiec (Sosnowice) był wsią, miejscem znanym z przemytu świń, stad często nazywany Świniogrodem. Do tej miejscowości, zabudowanej kilkoma domami i stacją kolejową, przyjeżdżali wielcy przemysłowcy, którzy w ciągu kilkudziesięciu lat uczynili z niej nowoczesne miasto.

2. Rodzina Dietlów

Założycielem sosnowieckiej linii rodu był Henryk Dietel, który przybył wraz z żoną Klarą do Sosnowca w 1878 roku, a już w 1880 r. wybudował tu pierwszą w Królestwie Polskim i Cesarstwie Rosyjskim przędzalnię wełny czesankowej. Sosnowiec wydawał się wówczas świetnym miejscem na taką inwestycję. Miał dogodne, przygraniczne położenie: leżał w Królestwie Polskim, ale obok były Niemcy i Austro-Węgry. Dodatkowo przebiegała tędy linia kolejowa. O lokalizacji zakładu zdecydował też fakt, że eksport towarów do Królestwa Polskiego z Niemiec był mało opłacalny ze względu na wysokie cła nakładane przez władze rosyjskie, głównym rynkiem zbytu stała się więc Rosja, a także Łódź.

Produkty firmy Dietla cieszyły się ogromnym uznaniem, stały się rozpoznawalną marką w kraju i za granicą. W 1890 roku Dietel rozbudował i zmodernizował przędzalnię. Od teraz pracowało tu prawie 2 tys. ludzi (w tym wiele kobiet). Jego działalność miała ogromny wpływ na rozwój i uprzemysłowienie wsi, jaką wówczas był Sosnowiec.

Zagłębiowskie rody. Materiały VI Sesji Zagłębiowskiej, Sosnowiec 6 grudnia 2007 roku ŚBC

Klara Dietel, którą mieszkańcy pamiętają jako niezwykle pracowitą i włączającą się w akcje charytatywne

Zagłębiowskie rody. Materiały VI Sesji Zagłębiowskiej, Sosnowiec 6 grudnia 2007 roku.

Henryk Dietel z żoną Klarą w ich parku

Zagłębiowskie rody. Materiały VI Sesji Zagłębiowskiej, Sosnowiec 6 grudnia 2007 roku.

Dla pracowników, którzy licznie przybyli ze Śląska i Niemiec, powstała kolonia mieszkalna dla robotników. Wszystko było zlokalizowane wokół jednej ulicy, która została nazwana na cześć przemysłowca Dietlowską (dzisiaj Żeromskiego). Gdy rodzina (mieli pięciu synów) na dobre się tu zadomowiła, rozpoczęła aktywną działalność społeczną: to dzięki niej powstały tu m.in. pierwsze świątynie (prawosławne, ewangelickie i katolicka). Co jednak najważniejsze, to właśnie dzięki staraniom Dietlów Sosnowiec otrzymał w 1902 roku prawa miejskie, a sam Henryk Dietel objął honorową funkcję radcy kolegialnego, a więc stał się członkiem pierwszej rady miejskiej.

Nieistniejąca już dziś cerkiew pw. św. Mikołaja (widok od strony mostu na Przemszy) ufundowana przez Henryka Dietla, wyłożona była posadzką ceramiczną, miała zamontowane ogrzewanie. Przeciw jej zburzeniu w 1938 roku protestowali, nieskutecznie, jego synowie. Uratowali część jej wyposażenia, dewocjonalia i ikonostas, a samym prawosławnym udostępnili swój kościół na odprawianie nabożeństw

Śląska Biblioteka Cyfrowa

Henryk Dietel, sam będąc ewangelikiem, zadbał o potrzeby religijne swoich pracowników tego samego wyznania. W 1886 r. przeznaczył dla zborowników jedną z hal fabrycznych, a w 1888 r. sfinansował jej rozbudowę, co pozwoliło na konsekrację kościoła ewangelickiego

Wikimedia Commons, na licencji CC

H. Dietel przyczynił się również do budowy kościoła św. Tomasza Apostoła w Sosnowcu

Wikimedia Commons, na licencji CC

Henryk Dietel był przemysłowcem wykształconym i bardzo mądrym. Sam tajniki zawodu zdobywał w Stanach Zjednoczonych, później pracował na terenie Saksonii, Wirtembergii i Czech. W 1877 r. rozpoczął studia na Uniwersytecie Technicznym w stolicy Saksonii – Dreźnie.

Rozumiał, że potęgę buduje się przede wszystkim na wiedzy i nauce, dlatego jednym z najbardziej prężnych aspektów jego działalności była oświata. Już w 1879 roku założył szkołę przyfabryczną, w której uczniowie kształceni byli na przyszłych pracowników przędzalni, zbudował także internat, a w 1882 r. szkołę kantoratową (początkową szkołę ewangelicką). W 1889 r. ufundował Powszechną Szkołę Aleksandryjską (Aleksandrowską), szkołę podstawową dla wszystkich dzieci Sosnowca, umieszczoną w specjalnie wzniesionym na jej potrzeby budynku. Była ona dwuklasowa z sześcioma oddziałami, a jej ukończenie dawało uprawnienia do kontynuacji nauki w gimnazjum. W 1894 roku z kolei ufundował Sosnowiecką Szkołę Realną pierwszą szkołę średnią w Zagłębiu Dąbrowskim, a jej działalność zainaugurowano w obecności przedstawiciela Imperium Rosyjskiego (pod którego zaborem znajdował się Sosnowiec). Była ona ewenementem, gdyż powstała zanim Sosnowiec uzyskał prawa miejskie, a w tym czasie w zaborze rosyjskim powszechny był analfabetyzm. Szkoła mieściła się początkowo w odpowiednio przystosowanym budynku fabrycznym. Dla jej uczniów Heinrich Dietel zorganizował, w porozumieniu z dyrekcją kolei, dojazd specjalnym pociągiem. Założyciel szkoły fundował także stypendia mniej zamożnym uczniom. Był członkiem Towarzystwa Pomocy dla Niezamożnych Uczniów Sosnowieckiej Szkoły Realnej oraz Zarządu Sosnowiecko-Sieleckiego Towarzystwa Pomocy dla Ubogich Chrześcijan, które organizowało ochronki i wycieczki dla dzieci. Wspierał finansowo organizacje pomocy dla wdów i sierot, a niezamożnym uczniom progimnazjum polskiego w Sosnowcu fundował tzw. wpisy. Ciągły wzrost uczniów i rozwój szkoły pod względem programowym skłonił go do ufundowania nowego gmachu. Obok szkoły zbudował mieszkania pracownicze oraz internat.

Sam budynek w późniejszych latach został przejęty przez Szkołę Handlową (późniejsze IV LO im. Stanisława Staszica), następnie zaś Wydział Techniki Uniwersytetu Śląskiego (do 2009 r.). Marzeniem Dietla było, by budynek służył oświacie i edukacji, jednak dziś stoi opuszczony, a jego przyszłość oświatowa stoi pod znakiem zapytania.

29 października 1894 roku otwarta została Sosnowiecka Szkoła Realna – pierwsza szkoła średnia w Zagłębiu Dąbrowskim, 3 grudnia 1898 r. nastąpiło uroczyste otwarcie nowego budynku, wzniesionego według projektu słynnego warszawskiego architekta Antoniego Jasieńczyka-Jabłońskiego w stylu neorenesansu północnego, od tego czasu gościły w nim kolejne instytucje edukacyjne. Po zakończeniu I wojny światowej, decyzją Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z 9 listopada 1919 r. w budynku miejsce znalazło Gimnazjum Państwowe im. S. Staszica, później przekształcone w liceum. W 1970 r. liceum przeniesiono, a jego miejsce zajął Wydział Techniki Uniwersytetu Śląskiego, który miał tam siedzibę do 2009 roku

Wikimedia Commons, na licencji CC
Ciekawostka

,,Przędzalnia wełny czesankowej H. DIETEL w SOSNOWCU”

„Toteż ś.p. Henryk Dietel nie chciał mieć ciemnych robotników, lecz przeciwnie – chciał ich mieć oświeconych. W tym celu, nie żałując kosztów, utworzył wzorową szkołę, tak zwaną dziś Aleksandrowską, Szkoła to dwuklasowa z 6-ciu oddziałami. Wykłada w niej 11 nauczycieli świeckich, 3 duchownych i jedna nauczycielka robót ręcznych [przypuszczalnie chodzi o żonę H. Dietla – Klarę]. Do szkoły tej obecnie uczęszcza 750 dzieci, w tej liczbie 455 dzieci robotników i pracowników biurowych fabryki Dietla. Wszystkie te dzieci kształcą się zupełnie za bezpłatnie otrzymując nadto bezpłatnie książki, kajety i wszelkie utensylja szkolne. Utrzymanie tej wzorowej szkoły kosztuje rocznie około 15,000 rb. Do szkoły Aleksandrowskiej przyjmowane są dzieci od lat 7-iu.Zarząd fabryczny skrupulatnie pilnuje, ażeby dzieci regularnie uczęszczały do szkoły. Gdy wychowańcy szkoły Aleksandrowskiej ukończą lat 15, to przyjmowani są do warsztatów fabryki Dietla na praktykantów. Wreszcie wstępują na dalsze nauki do szkoły realnej, również sumptem ś.p. Henryka Dietla w roku 1894-ym utworzonej. Ta szkoła realna była prawdziwym dobrodziejstwem już nie tylko dla dzieci pracowników fabryki Dietla, ale i dla dzieci wszystkich mieszkańców Zagłębia. Do roku 1894-go młodzież nie maiła w całem Zagłębiu żadnej szkoły realnej, wyposażył szkołę we wszystkie potrzeby i własnym kosztem utrzymywał ją aż do roku 1905-go. W tym roku, nie chcąc się rozminąć z panującym wówczas prądem wśród naszego społeczeństwa, ś.p. Henryk Dietel zrzekł się prowadzenia szkoły i zawarł umowę z rządem, który objął szkołę na własny rachunek. Według jednak umowy z ministerium, szkoła realna w Sosnowcu ma po wieczne czasy nosić imię założyciela-fundatora, musi być zawsze średnim zakładem naukowym i nie może być nigdy przeniesiona z Sosnowca do innej miejscowości.”

Fragment artykułu zamieszczonego w gazecie ,,Echo” z 1912  r.

Rodzina Dietlów najpierw mieszkała w skromnym domu, z czasem jednak nestor rodu wzniósł wspaniały pałac, oranżerią i elementami małej architektury. Wchodził on w skład zespołu patronackiego, wraz z parkiem, zabudową dawnej fabryki, osiedlem robotniczym, a także kościołem ewangelickim. Jako rezydencja rodowa Dietlów funkcjonował do roku 1945, kiedy to rodzina zmuszona została do opuszczenia Sosnowca. Dziś budynek znajduje się w rękach prywatnych, ale od lat trwają prace, których celem jest przywrócenie mu dawnej świetności. Obiekt jest niezwykle cennym zabytkiem ze względu na zachowane wnętrza, m. in. neorokokowe sala balowa, gabinet i jadalnia, secesyjny gabinet oraz efektowna łazienka z zachowanym bogatym wyposażeniem.

Pałac Dietla, sala balowa

Wikimedia Commons, na licencji CC

Pałac Dietlów

Wikimedia Commons, na licencji CC

Salon w pałacu Dietlów

Wikimedia Commons, na licencji CC

Materiał silesiaheritage.tv

Rodzina Dietlów na trwałe zapisała się w pamięci sosnowiczan jako przemysłowcy, którzy rozwinęli miasto, ale i jako działacze charytatywni. W czasie I wojny Klara organizowała darmowe obiady dla robotników i ich rodzin, sprzedawano też po niskiej cenie produkty spożywcze pracownikom byłej przędzalni (zakład zamknięto), rozdawano chleb.

Po I wojnie Dietlowie przyjęli obywatelstwo polskie i zapragnęli wznowić działania przędzalni, na której czele stanął Włodzimierz – najmłodszy syn Henryka i Klary. Lata międzywojenne układały się dla rodziny bardzo różnie, zwłaszcza czas kryzysu lat 30. mocno uszczuplił finanse rodziny, a mimo to Dietlowie zatrudniali robotników, w tym przejętych z fabryki Schöna, sprzedając przędzę po cenie niższej od kosztów własnych, gdyż chcieli uniknąć społecznych skutków kryzysu (bezrobocie). W 1936 roku zakład dawał pracę 1500 robotnikom, zatrudniano też ich w trzech mniejszych przedsiębiorstwach rodziny (firma ogrodnicza, pończosznicza „Tept” oraz sklep z Wólczanką i materiałami).

II wojna światowa pogłębiła kłopoty rodu. Część budynków musieli oddać wojskowym, choć fabryka pracowała dalej, Dietlów uznano bowiem za Niemców, dzięki czemu mogli pomagać mieszkańcom Sosnowca. Wielu z nich po wojnie wspominało o paczkach, datkach pieniężnych albo o zatrudnianiu do prac w pałacu czy ogrodzie kogoś, komu groziło wywiezienie do obozu koncentracyjnego. Wnukowie nestora służyli w polskim wojsku, wcześniej ukończywszy Uniwersytet Jagielloński. Śmierć Henryka w 1911 roku była dla Sosnowca końcem pewnej epoki. Jego pogrzeb zgromadził tłumy ludzi; spoczywa on w swoim mauzoleum na cmentarzu ewangelickim w Sosnowcu, jego synowie z kolei, a potem wnukowie kontynuowali działalność gospodarczą, a przede wszystkim społeczną w Sosnowcu, na trwale wpisując się w historię tego miasta.

Park Dietla

Wikimedia Commons, na licencji CC

Mauzoleum rodziny Dietlów

Wikimedia Commons, na licencji CC

Park Dietla, na zdjęciu widoczna jest Świątynia Dumania

Wikimedia Commons, na licencji CC

3. Rodzina Schönów

Równie wielką rolę odegrali w Sosnowcu Schönowie, także przedstawiciele przemysłu włókienniczego, którzy przybyli tu w roku 1875. Początek sosnowieckiej linii rodu dali Franz, ErnstFanny, rodzeństwo (później ich działalność kontynuowali synowie trzeciego brata, Brunona, zaś czwarty brat – Robert, prowadził w Moskwie biuro sprzedaży produktów firmy).

Schönowie należeli do najbogatszych i najbardziej wpływowych obywateli Sosnowca. Zyski czerpali z trzech wybudowanych przez siebie fabryk włókienniczych. W 1879 r. Franz uruchomił w Kuźnicy (na terenach między Ostrą Górką i Sielcem) pierwszą w mieście przędzalnię wełny wigoniowej (dzisiejsza ul. 1 Maja), obok fabryki uruchomiono także farbiarnię. Kilka lat później (1886 r.) jego brat Ernst założył przędzalnię wełny czesankowej (Środulka, ul. Chemiczna) i szwalnię. Przed I wojną światową była ona największą przędzalnią na terenie byłego Cesarstwa Rosyjskiego. Duże zyski przeznaczane były w głównej mierze na jej rozbudowę oraz budowę fabryki dziewiarskiej (fabryka trykotaży i pończoch w Sielcu, działającą od 1902 r., spłonęła w 1907 r.). Fabryki zatrudniały w najlepszym okresie (ok. 1904 r.) łącznie ok. 4000 robotników, którzy pracowali na trzy zmiany, byli ubezpieczeni od nieszczęśliwych wypadków. Przędzalnia czesankowa zbywała w tym czasie dużą część produkcji na eksport, a na rynek krajowy, oprócz przędzy tkackiej i dziewiarskiej, produkowała również przędzę do robót ręcznych. Po unormowaniu stosunków w kraju po I wojnie światowej w 1921 r. zreorganizowano przędzalnię czesankową (działalność przędzalni wigoniowej zakończono w tym czasie) w formie spółki akcyjnej opartej na polskim prawie akcyjnym. W ostatnich latach przed II wojną światową Spółka zatrudniała ok. 900 robotników i produkowała rocznie ok. 1.000 ton przędzy

Ciekawostka

Nestor rodu, Christian Gottlieb Schön, (dziadek Fanny i braci Schönów) był wynalazcą i prekursorem tego rodzaju przędzy (wigoniowej): wytwarzano ją ze starych materiałów wełnianych z domieszką bawełny, co pozwalało na uzyskanie wyrobu dużo tańszego od tradycyjnej przędzy wełnianej. Wyrób ten cieszył się ogromnym popytem wśród biedniejszych kupców, co przesądziło o powodzeniu i rozwoju rodzinnej firmy.

Trzypokoleniowa rodzina mieszkała w Sosnowcu od 1875 r. do 1945 r. i w ciągu tych kilkudziesięciu lat aktywnie uczestniczyła w życiu społecznym miasta. Położyła ogromne zasługi dla jego rozwoju, między innymi starała się o nadanie praw miejskich (po ich otrzymaniu przez Sosnowiec Franz zasiadał w pierwszej radzie miejskiej), współfinansowała wiele przedsięwzięć publicznych i organizowała szereg akcji charytatywnych. Bracia Schönowie współfinansowali budowę cerkwi i ufundowali jej dębowy ikonostas, ogrodzenie cmentarzy prawosławnego, katolickiego i ewangelickiego, zbudowali przytułek dla starców. Troszczyli się także o swoich pracowników, budując dla nich domy mieszkaniowe („Plac Schöna”, cztery trzykondygnacyjne budynki, w których mieszkali urzędnicy, majstrowie i wybitni fachowcy).

Cerkiew poświęcono w roku 1889, otrzymuje ona wezwanie Wiery, Nadziei, Luby i ich matki Zofii (rzymskich męczennic z czasów cesarza Hadriana). Świątynia zbudowana jest z czerwonej cegły i betonu, posiada ciekawe zwieńczenie w postaci czteropiętrowej dzwonnicy, umieszczonej nad sklepieniem. Fundatorem ośmiu dzwonów był H. Dietel. Parafia prawosławna powstała w roku 1890

Wikimedia Commons, na licencji CC

Dębowy ikonostas (ufundowany przez braci Schönów), czyli ścianę z ikonami, która oddziela miejsce ołtarzowe od miejsca przeznaczonego dla wiernych, wykonał moskiewski mistrz Lebiediew. Centralna część ikonostasu zawiera ikony Chrystusa, św. Włodzimierza oraz św. Zofii z córkami. Ciekawostką jest ikona przedstawiająca patronki cerkwi ufundowana przez Włodzimierza Diebila. Wystrój wnętrza nie uległ zasadniczym zmianom od ponad wieku

Archiwum "Dziennika Zachodniego"

Lata wojenne, zarówno I jak i II wojny światowej, były dla rodziny tragiczne w skutkach, ale ich postępowanie w czasach hitleryzmu świadczy jednak o polonizowaniu się rodu – zaangażowani byli m.in. w polski ruch oporu, ukrywali Żydów, pomagali rodzinom aresztowanych, w pałacu na Środulce ukrywał się komendant Okręgu Śląskiego AK. Wcześniej syn Roberta, Włodzimierz, w 1920 roku, będąc członkiem sosnowieckiego Komitetu Pomocy Górnoślązakom, zaangażował się w akcje pomocy powstańcom śląskim, sam ożenił się z Polką (później założył fabrykę włókienniczą w Bielsku). Kolejni potomkowie Schönów także żenili się z Polkami, niektórzy uczestniczyli nawet w kampanii wrześniowej, inni dezerterowali z wojska niemieckiego lub okaleczali się, by do niego nie wstępować. Po wojnie część rodziny została zmuszona do emigracji, wielu spoczywa na cmentarzu przy ulicy Smutnej. Do dziś w Polsce, w Warszawie, mieszka potomek rodu Jerzy Andrzej Schön.

Po rodzinie Schönów pozostały trzy pałace. Jeden z braci zamieszkał w pięknym neoromantycznym pałacu, w którym dzisiaj ma swoją siedzibę sąd rejonowy, drugi z kolei wybudował drugi przy ulicy Chemicznej, dziś jest to siedziba sosnowieckiego muzeum. Zwłaszcza ten ostatni w czasach zamieszkiwania go przez Schönów był ważnym miejscem życia kulturalnego i towarzyskiego, odbywały się w nim m. in. ekskluzywne bale, koncerty muzyczne i inne imprezy kulturalne. Pałac zaprojektowany został wraz z całym kompleksem zieleni: park typu angielskiego podporządkowany został krajobrazowo biegowi rzeki Czarnej Przemszy. Na zamknięciu osi pałacu usytuowano pawilon kręgielni, a wcześniej w sąsiedztwie ogrodu przy fabryce wybudowano neoromantyczne fragmenty parku: mury i groty, a także domki dla służby. W 1901 r. powstał domek ogrodnika, a także szklarnie, które nie zachowały się do dnia dzisiejszego. Trzeci, tzw. Pałac Wilhelma, wchodził skład zespołu pałacowego Schönów w Środuli i pełnił funkcję gościnnego; niestety w 2010 roku dużą jego część strawił pożar, trwają jednak prace zmierzające do jego rekonstrukcji.

Pałac Schönów w Sosnowcu Środulce został zbudowany około roku 1896. Projektant pałacu nie jest znany. Czterokondygnacyjny budynek postawiono na planie czworoboku i ozdobiono trzema wieżami, dwie z nich znajdują się w narożnikach fasady południowej, a trzecia w północno-wschodnim rogu fasady tylnej. Wieże przykryto baniastymi hełmami. Rezydencja nawiązuje do stylu barokowego, pałac otoczony jest przez park krajobrazowy. Dziś mieści się tam siedziba Muzeum Sosnowca

Wikimedia Commons, na licencji CC

Witraże w holu Muzeum Sosnowca

Wikimedia Commons, na licencji CC

Pałac Schönów wybudowano w stylach: eklektycznym (charakterystyczna wieża w stylu gotyku angielskiego), neoromański, neorenesansowym, neobarokowym i secesyjnym.Działkę nad Czarną Przemszą zakupiono już w 1885 roku od hrabiego Mortimer-Tschischky’ego. Budowę pałacu ukończono w 1903 roku, a zamieszkali w nim Franz i Emma Schönowie. Rezydencję otoczono parkiem z licznymi obiektami małej architektury. Rodzina Schönów krótko cieszyła się rezydencją – trudności finansowe po pierwszej wojnie światowej zmusiły ją do wydzierżawienia budynku. W 1919 roku w pałacu mieściło się dowództwo powstania śląskiego, a później dowództwo obrony plebiscytu. W 1925 roku obiekt został przekazany władzom sądowniczym. Obecnie gospodarzem pałacu jest Sąd Rejonowy w Sosnowcu

Wikimedia Commons, na licencji CC

Wnętrze pałacu Schönów, dziś siedziby sądu rejonowego

Wikimedia Commons, na licencji CC

Pałac Wilhelma, został wzniesiony w 1900 r. wg projektu Józefa Pomian-Pomianowskiego, pałacyk pełnił funkcję domku gościnnego rodziny Schönów, zdjęcie prezentuje stan budynku sprzed pożaru w 2009 roku

Wikimedia Commons, na licencji CC

4. Rodzina Lamprechtów

Fanny Schön, siostra Franza i Ernsta, 1880 roku wyszła za mąż za Paula Lamprechta i jako małżeństwo osiedli w Sosnowcu, dając tym samym kolejną gałąź innego zagłębiowskiego rodu – rodziny Lamprechtów. Paul Lamprecht odkupił podupadającą fabrykę nawozów sztucznych i kleju, po jej zamknięciu zajął się produkcją węgla kostnego (półprodukt do tworzenia nawozu sztucznego), a także założył wytwórnię papieru (rozwinął produkcję papieru, a następnie tektury, kartonu, gilz do przędzy oraz papy do krycia dachów). Rodzina zamieszkała w rezydencji przy dzisiejszej ulicy Legionowej.

Lamprechtowie obok swojego przedsiębiorstwa zbudowali pomieszczenia gospodarcze oraz dom dla robotników. Po zakończeniu działalności fabryki nawozów pomieszczenia przerobiono na mieszkania dla robotników. Prowadzili typ przedsiębiorstwa patronackiego (gdy w 1893 roku wybuchła epidemia cholery, Paul sam rozdawał lekarstwa robotnikom), przede wszystkim syn Paula, Aleksander, dbał o zatrudnienie robotników zwłaszcza w trudnych czasach kryzysu lat 30. Podobnie jak Dietlowie i Schönowie, Lamprechtowie zżyli się z miastem i jego społecznością. Jak wszystkie inne rodziny niemieckie przyjęli obywatelstwo rosyjskie (taki był wymóg caratu), a ich dzieci uczyły się zarówno rosyjskiego, jak i języka polskiego (tego ostatniego od służby i kolegów polskich). W 1904 roku Paul został pobity przez jednego z inżynierów kopalni w Łagiszy, którą dzierżawił. Źle leczone rany przyczyniły się do pogorszenia stanu zdrowia i jego śmierci w 1907 roku.

Po jego śmierci wytwórnię papieru prowadził i rozwijał jeden z synów, Aleksander, który w okresie przed II wojną zatrudniał około 250 pracowników. Jednak w 1939 roku rodzina Lamprechtów stanęła przed tragicznym wyborem: by ją chronić, podpisała volkslistę, ale mimo to wspierała polski ruch oporu. Deklaracja przynależności do narodu niemieckiego po wojnie miała swoje konsekwencje: rodzinna fortuna przestała istnieć, ale część rodu została w Polsce. Pod koniec życia Fanny spisała swoje wspomnienia, z których wyłania się obraz narodzin przemysłowego miasta na przełomie wieków.

Tekst źródłowy

Sosnowiec we wspomnieniach Fanny Lamprecht

Fanny Schonpop W 1879 roku wszedł w życie nowy układ handlowy pomiędzy Niemcami a Rosją. [Moi bracia] nie namyślając się długo postanowili więc zbudować wówczas fabrykę bezpośrednio nad granicą, w wiosce Sielec (wymawiaj Schelze), w pobliżu stacji kolejowej Sosnowice, która była węzłem kolejowym łączącym wiele linii kolejowych. Ludzie z firmy C.G. Schön i Heinrich Dietel byli, obok zatrudnionych w spółce górniczej hrabiego Renarda i w zakładach Paula Lamprechta, pierwszymi niemieckimi osadnikami w tej okolicy. Wielu Niemców osiedliło się w Łodzi, ale  Sosnowice z gospodarczego punktu widzenia były o tyle lepiej usytuowane, że dysponowano na miejscu dostępem do wody i dużą ilością węgla. Leżały poza tym tuż obok granicy. Ułatwiało to transport, a więc i przywóz części maszyn oraz, innych niezbędnych do produkcji materiałów, w tym także artykułów spożywczych. Moi bracia wzięli to bardzo rozsądnie pod uwagę. Katowice, górnośląska nadgraniczna stacja, była osiągalna koleją z Sosnowic w 15 minut, a do Mysłowic zaprzęgiem z Sielca można było dojechać w ciągu 45 minut. Do Wrocławia pociągiem jechało się trzy godziny. W ten sposób te trzy miasta stały się miejscami naszego częstego pobytu. Stamtąd wysyłaliśmy dostawy od samego początku i tak pozostało do dzisiaj. Nigdy nie mogliśmy dostać lepszych towarów podczas zakupów w Sosnowicach, szczególnie ubrań i delikatesowych artykułów spożywczych. Na miejscu można było kupić tylko zwykłe artykuły żywnościowe, więc większe zakupy robiliśmy zawsze za granicą.

[Wysyłano z Saksonii] utalentowanych majstrów i robotników, którzy mogli uczyć miejscowych Polaków. Ci bowiem nie mieli pojęcia o tego rodzaju produkcji i inaczej moi bracia zakończyliby żałosnym fiaskiem swoje całe przedsięwzięcie. Jednak pracowici saksońscy majstrzy i robotnice (w branży włókienniczej zatrudnia się bardzo wiele kobiet) uczyli tych Polaków zupełnie nie przyuczonych do pracy w przemyśle. Przyzwyczajali ich do porządku i czystości, o czym posiadali oni bardzo niewielkie pojęcie. Polacy byli jednak jednocześnie zręczni i chłonni na wiedzę oraz zdobywanie nowych umiejętności. Z czasem wyrośli z nich bardzo sprawni majstrzy i robotnicy. Trzeba byłoby jednak do tego dodać niemiecki wysiłek, wytrwałość i sumienność. Tego jest niestety mało w cechach narodowych Polaków.[…]

W południe przekroczyłam granicę Cesarstwa Rosyjskiego. Różnica z Niemcami była od razu dostrzegalna. Celnicy i żandarmeria na przejściu, a także pełniący służbę urzędnicy w białych fartuchach, stali za ławkami celnymi, gotowi odprawić niemiecki lokalny pociąg z Katowic do Sosnowic, który codziennie sześć razy jeździł tam i z powrotem. Był olbrzymi ruch i wysiadało wielu pasażerów. Wszystkie sztuki bagażu były szczegółowo badane przez celników. Mój brat był już znany wszystkim urzędnikom, tak że przeszłam przez to łagodnie, zaś pan kapitan żandarmerii von Schön (z Kurlandii) towarzyszył nam, aż do kolorowo pomalowanych sanek. Nie chciałam do nich w ogóle wejść, ponieważ wydawały mi się zbyt prostackie. Brat mi dopiero wyjaśnił, że jego sanki należą do jednych z najpiękniejszych w całej miejscowości. To była podróż! Śmiałam się ustawicznie, ponieważ na nieutwardzonej drodze jechało się jak w kołysce, cały czas kolebiąc się z jednego boku na drugi, podczas kiedy w Saksonii jechało się zawsze gładko jak po stole.[…]

Dla Paula[męża Fanny Lamprecht]  i dla mnie po przyjeździe do Sosnowic zaczęła się zupełnie nowa epoka. On był teraz właścicielem fabryki i jednocześnie świeżo upieczonym małżonkiem, a ja młodą żona w obcym kraju, nie znającą języka i prowadzącą bardzo wielki dom. Buchalter, uczniowie i ogrodnik mieszkali w naszym domu i jedli razem z nami posiłki. Musiałam także, oprócz odwiedzin rodziny i oficjalnych wizyt, przyjmować w domu gości podczas rozmów związanych z prowadzeniem interesu. Wtedy nie było bowiem w całych Sosnowicach ani hoteli, ani kantyn, lub czegoś podobnego. Miejscowość była po prostu stacją kolejową z niewielką liczbą mieszkańców. Byli nimi: przemysłowcy, żydowscy kupcy, chłopi i rzemieślnicy oraz niewielu rosyjskich urzędników celnych i urzędników państwowych. Obydwoje z Paulem znaleźliśmy się więc w warunkach zupełnie odmiennych od tych, do jakich byliśmy przyzwyczajeni.

 

F. Lamprecht, Rodzina Lamprechtów i Schönów w Sosnowcu. Wspomnienia Fanny Lamprecht 1857-1918, oprac. R. Kaczmarek, Sosnowiec 2002

Pytania:

1. Z jakiego powodu, według Fanny Lamprecht, osiedlali się niemieccy przemysłowcy w Sosnowcu?

2. Jakie różnice pomiędzy Niemcami a Sosnowcem w zaborze rosyjskim dostrzegała F. Lamprecht u schyłku XIX wieku?

3. Jak ocenia F. Lamprecht Polaków?

Tekst źródłowy

Szkoła i nauka języków obcych w Sosnowcu we wspomnieniach Fanny Lamprecht

[Moja córka] Alice była już dużą, rozsądną dziewczynką. Nasze najstarsze dzieci wysyłaliśmy od 5 lat do przedszkola pani Tokarskiej w Sosnowicach, gdzie uczyli się różnych gier i prac zręcznościowych, a także przysposabiano je do nauki szkolnej. […] W 1887 roku zaangażowaliśmy nauczyciela, wspomnianego pana Łapińskiego, w którego lekcjach brała też udział, obok chłopców, Alice. Przerobił z nimi dwa oddziały szkolne, potem jednak zachorował, a na jego miejsce przyszedł do naszych dzieci jego zięć, pan Janowski. Mąż popierał jednak forowaną przez rząd i nasilającą się rusyfikację tutaj mieszkających Niemców i Polaków. Dla lepszego opanowania przez nasze dzieci, ale także przez nas, języka rosyjskiego, zaangażował, za pośrednictwem mojego brata, Roberta, 15-letniego chłopca o nazwisku Wasili Smirnow z moskiewskiego sierocińca. Dokonaliśmy w ten sposób dobrego wyboru, ponieważ pozostawał on w naszym domu przez 4 lata i uznaliśmy go prawie za członka rodziny. Był dobrze ułożonym, sympatycznym młodzieńcem i potem wysłaliśmy go na naukę do kantoru, a potem także do Drezna. Zawsze za to okazywał nam wdzięczność Wrócił ostatecznie do swojej rodzinnej Moskwy. Dla naszych dzieci był ulubionym towarzyszem zabaw. Udzielał im także lekcji rosyjskiego i w ten sposób nauczyli się bez trudności, dobrze tego języka.

[Synowie] język polski ćwiczyli w domu poprzez kontakty ze służbą i wspólne zabawy. Po niemiecku rozmawialiśmy z nimi my. Poza tym, po urodzeniu się Romana, zaangażowaliśmy niemiecką guwernantkę, pannę Annę Böttger. Przede wszystkim zrobiliśmy to dla Alice, ponieważ Alexandra już na święta Wielkiejnocy wysłaliśmy do sosnowieckiej szkoły. Była to tzw. Alexanderschule, założona przez miejscowego fabrykanta, pana Heinricha Dietla z Sosnowic. Chłopak mógł tam poznać poważne, surowe stosunki panujące w szkole publicznej, stanowiące dobrą podstawę wychowania dla dorosłego mężczyzny.

[Młodszy syn] Kurt w 1890 roku poszedł także do Alexanderschule [w Sosnowcu], która została tak nazwana na cześć wówczas panującego cara Aleksandra III. [Regularnie] odrabiali zadanie domowe i ćwiczyli swą  znajomość języków obcych. Od 1889 roku mieliśmy Francuzkę –Mademoiselle Gobert z Belgii. Mówiła jednak tak mało pięknym francuskim, że Paul przyjął po pół roku inną osobę. Ta była z francuskiej Jury, Mademoiselle Tamissier. Mówiła dobrze i naprawdę była miła w stosunku do dzieci. Naprawdę jednak chciała wyjechać do Warszawy, gdzie miała narzeczonego i nie można było jej od tego odwieść. Została u nas 2 lata, potem przyjęliśmy bardzo pracowitą Szwajcarkę – Mademoiselle Charlotte Vaucher z Chaux de Fonds. Dzieci bardzo dużo nauczyły się przy tych bonach. Robiły także duże postępy w znajomości języka rosyjskiego. Mówiły naturalnie tak jak dzieci, ich własnym językiem. Śmiesznie więc brzmiały te obce słowa wypowiadane przez Ernę i Romana. Ta pierwsza wyrosła na małą, pocieszną dziewczynkę. To był skutek opieki naszej długoletniej kucharki Jósi. Przyzwyczaiła ją, na co dotąd nie pozwalałam u żadnego dziecka, pić mleko z butelki z gumowym smoczkiem. Udało jej się to znakomicie. Ernuscha biegała od rana ze swoją butelką po dworze. Jósia dawała jej zawsze małą butelkę po spirytusie, od naszego stróża Gołuchowskiego, a mała popychając przed sobą wózeczek dla lalek śpiewała francuskie lub polskie piosenki. Modliła się także po polsku i prosiła o wszystko po polsku, tak że często trzeba było ją upominać po rosyjsku lub po francusku. Wtedy brała się w garść i była zakłopotana przebierając paluszkami. […]

Uczenie się różnych języków naturalnie pociągało za sobą wiele trudności, co jednak później okazało się bardzo przydatne. Szczególnie, kiedy mieszka się nad granicą, wtedy znajomość języków jest niezbędną koniecznością.

Alice w 1895 roku wyjechała na kontynuację swej nauki do Drezna. Tam skończyła wyższą szkołę dla panien. Mieszkała na pensji panny Reinhardt, a potem pani pastorowej Käuffer. Ponieważ wszyscy w naszej rodzinie zawsze należeli do Kościoła luterańskiego, dlatego i Alice poleciłam konfirmować w wieku 17 lat superintendentowi Dibelins w Kościele św. Krzyża w Dreźnie. Potem przyjechała do domu, żeby cieszyć się swoim młodym wiekiem, a jednocześnie nabyć umiejętności konieczne do prowadzenia domu. Dalej pobierała jednak lekcje języka rosyjskiego oraz uczyła się grać na pianinie i śpiewać. Biegle posługiwała się językami niemieckim, rosyjskim, polskim i francuskim.

F. Lamprecht, Rodzina Lamprechtów i Schönów w Sosnowcu. Wspomnienia Fanny Lamprecht 1857-1918, oprac. R. Kaczmarek, Sosnowiec 2002

Pytania:

1. Do jakich szkół uczęszczały w Sosnowcu dzieci Fanny Lamprecht?

2. Jaka była różnica w kształceniu chłopców i dziewcząt?

3. Jakimi językami posługiwały się dzieci Fanny Lamprecht?

4. Do znajomości jakich języków w rodzinie Lamprechtów przywiązywano większe znaczenie, a które i dlaczego uważano za mniej ważne?

5. Jaką rolę odgrywała znajomośc języka polskiego, a jaką języka niemieckiego w rodzinie Lamprechtów ?

Zapamiętaj

Jakie są czynniki sprzyjające rozwojowi przemysłowemu Sosnowca.

Przykłady robotniczych osiedli i koloni patronackich.

Pola działalności społecznej, edukacyjnej, charytatywna przedsiębiorców.

Przykłady dziedzictwa kulturowego, architektury poprzemysłowej

Jaką rolę odegrali magnaci w działalności gospodarczej, w rozwoju miast, kultury i sztuki.

Zadania

1. Jakie warunki przyczyniły się do rozwoju Sosnowca jako miasta przemysłowego?

2. Na podstawie tekstu, a także innych źródeł, wymień największe przedsiębiorstwa działające na przełomie XIX i XX wieku w Sosnowcu. Jaką rolę odgrywały w życiu jego mieszkańców?

3. Uzupełnij poniższą tabelę.

    Dietlowie Schoenowie Lamprechtowie
    Działalność gospodarcza
    Działalność społeczna
    Działalność edukacyjna
    Działalność charytatywna
    Działalność publiczna

    4. Na podstawie uzupełnionej tabeli napisz komentarz na temat: „Bogactwo jest zobowiązaniem, a nie przywilejem”.

    5. Na podstawie obejrzanego filmu o pałacu Dietla oraz tekstu wyjaśnij, na czym polegał mecenat artystyczny tego przemysłowca.

    6. Wyjaśnij pojęcia: akulturacja, polonizacja, integracja, asymilacja. Które z nich odpowiadają postawom poszczególnych rodów niemieckich w Zagłębiu? Udowodnij swoje argumenty.

    7. Na podstawie tekstu wskaż, jakie cechy osobowościowe pozwoliły przemysłowcom osiągnąć sukces ekonomiczny. Jakimi cechami charakteru wykazali się w swojej działalności społecznej i publicznej?

    8. Przygotujcie w grupach prospekty dla każdego z rodu, w których znajdą się: a) drzewo genealogiczne, b) działalność gospodarcza (zdjęcia fabryk dawniej i dziś), c) działalność społeczna i publiczna (obiekty i budowle ufundowane przez rody), d) pałace i zespoły pałacowo-parkowe.

    9. Opracujcie w grupach plan wycieczek, które poprowadzicie na podstawie prospektów. Zaproście kolegów z młodszych klas na wycieczkę śladami wielkich rodów.

    10. Burza mózgów: jak ratować dziedzictwo architektoniczne pozostałe po rodzinach przedsiębiorców: pałace, fabryki, osiedla domów? Zapiszcie swoje pomysły.

    Tutaj dowiesz się więcej R. Kaczmarek, Rodzina Lamprechtów. Niemieccy mieszczanie w Sosnowcu, w: Zagłębiowskie rody. Materiały VI Sesji Zagłębiowskiej. Sosnowiec, 6 grudnia 2007 roku, red. M. Kisiela i P. Majerskiego, Sosnowiec 2008.A. Makarska, Sosnowieccy przemysłowcy – Schoenowie, w: Zagłębiowskie rody. Materiały VI Sesji Zagłębiowskiej. Sosnowiec, 6 grudnia 2007 roku, red. M. Kisiela i P. Majerskiego, Sosnowiec 2008.R. Krzysztofik, Zagłębie Dąbrowskie, "Encyklopedia Województwa Ślaskiego" 2015, nr 2A. Mika, Życie i działalność Dietlów 1878-1945. Miejsce rodu w historii Sosnowca i kraju, w: Zagłębiowskie rody. Materiały VI Sesji Zagłębiowskiej. Sosnowiec, 6 grudnia 2007 roku, red. M. Kisiela i P. Majerskiego, Sosnowiec 2008.

    F. Lamprecht, Rodzina Lamprechtów i Schönów w Sosnowcu. Wspomnienia Fanny Lamprech 1857–1918., przeł., wstęp i oprac. Ryszard Kaczmarek, Sosnowiec 2002.

    Sosnowiec. Obraz Miasta i Jego Dzieje, red. A. Barciak, A. Jankowski, Sosnowiec 2016.

    Powiązane lekcje

    ZAGŁĘBIE DĄBROWSKIE - POMIĘDZY PRUSAMI A ROSJĄ PRZED I WOJNĄ ŚWIATOWĄ

    historia, społeczeństwo

    TRÓJKĄT TRZECH CESARZY, GÓRNICTWO WĘGLOWE, KOLEJ WARSZAWSKO-WIEDEŃSKA, ZAGŁĘBIE  

    rozpocznij lekcję