TRAGEDIA GÓRNOŚLĄSKA
historia, społeczeństwo1. Niemiecka polityka narodowościowa w czasie drugiej wojny światowej
Jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej struktura narodowościowa w II RP stała się obiektem analiz władz nazistowskich. Część obywateli polskich (Górnoślązaków, Mazurów i Kaszubów) już wówczas uznawano za niemieckie grupy etniczne. Po kampanii wrześniowej, kiedy zapadła decyzja o anektowaniu zachodnich ziem polskich (Pomorze, Wielkopolska, województwo śląskie) do Rzeszy Niemieckiej, na terenach anektowanych przystąpiono do selekcji narodowościowej i rasowej.
W 1941 roku obywatelstwo niemieckie przyznano członkom przedwojennej mniejszości niemieckiej, uznając ich za „Niemców etnicznych” (Volksdeutsche). Pozostałą ludność poddano weryfikacji. Wprowadzono tzw. Niemiecką Listę Narodowościową (Volkslista) i na jej podstawie władze niemieckie masowo nadawały Górnoślązakom obywatelstwo niemieckie. Deklarowanie narodowości niemieckiej przez ludność tego obszaru wynikała przede wszystkim z obaw przed wysiedleniami, które miały objąć wszystkich Polaków. Taka postawa „maskowania” była także popierana przez Kościół katolicki.
Dramat ówczesnej sytuacji Górnoślązaków ilustruje krążący w czasie wojny wierszyk:
„Jak nie podpiszesz Twoja wina, zaraz cię wyślą do Oświęcimia, a jak podpiszesz ty stary ośle, zaraz Cię Hitler na Ostfront pośle”.
Po agresji Niemiec na Związek Sowiecki w 1941 roku III Rzesza potrzebowała coraz więcej siły roboczej oraz żołnierzy na froncie. Ważną grupą stanowiącą „mięso armatnie” stali się właśnie Górnoślązacy.
Liczbę Górnoślązaków, którzy podczas drugiej wojny światowej zasilili armię niemiecką, szacuje się na co najmniej 200 tys. mieszkańców z byłego województwa śląskiego. Walka w wojsku niemieckim dla wielu z nich stała się podwójnym dramatem: w czasie wojny była to służba we wrogiej armii, a po 1945 roku brak zrozumienia tej postawy ze strony władz polskich i społeczeństwa polskiego z terenów nieobjętych masowymi wpisami na volkslistę.
Po wojnie nowe władze przy przyznawaniu obywatelstwa polskiego postanowiły zweryfikować ludność, przeprowadzając dwa procesy: weryfikacji i rehabilitacji, co ściśle było powiązane z przebiegiem przedwojennej granicy. Weryfikacja dotyczyła osób, które przed drugą wojną światową zamieszkiwały na terenie Niemiec, ale zachowały polską tożsamość narodową (mniejszość polska w Niemczech) i miały do 1945 roku tylko obywatelstwo niemieckie. Rehabilitacja dotyczyła z kolei osób, które przed wojną mieszkały na terenach Polski, ale w czasie wojny zostały wpisane na DVL i dopiero po 1941 roku uzyskały obywatelstwo niemieckie.
W praktyce te zasady po wojnie nie były jasne. Większość Polaków nie była świadoma, że na części terenów wcielonych do Niemiec oddanie formularzy o wpisie na DVL było obowiązkowe (np. w powiatach przedwojennego województwa śląskiego i na Pomorzu Gdańskim). Niewiele wiedziano także o przedwojennej polskiej mniejszości na niemieckim Górnym Śląsku. Sprzyjało to rodzeniu się uprzedzeń i niesprawiedliwych oskarżeń o proniemieckość.
2. Czym była tragedia górnośląska?
Jeśli chodzi o sam termin, to powstał on na początku lat 90. XX wieku i pierwotnie obejmował tylko deportację mieszkańców regionu do pracy przymusowej w ZSRS w 1945 roku. Następnie rozszerzono go o zbrodnie czerwonoarmistów na ludności cywilnej, a także problematykę obozów karnych zarządzanych przez polski aparat bezpieczeństwa oraz represje polskich władz komunistycznych wobec ludności mieszkającej w ówczesnym województwie śląskim. Również zakres chronologiczny wydarzeń można rozpatrywać dwojako, tylko w roku 1945, lub szerzej – aż do początku lat 50., uwzględniając powrót deportowanych, zwalnianie z więzień i obozów, dramat rodzin i toczone sprawy sądowe.
Ważne jest też miejsce wydarzeń. Armia Czerwona dokonywała zbrodni także na mieszkańcach Pomorza Zachodniego i Prus Wschodnich, jednak skala tego zjawiska na Górnym Śląsku była bez porównania większa niż w przypadku innych terenów. Wynikało to z faktu, że zarówno w Prusach Wschodnich jak i na Pomorzu Zachodnim i Dolnym Śląsku Niemcy prowadzili skuteczne masowe ewakuacje ludności. W wyniku polityki władz niemieckich oraz odcięcia Górnego Śląska przez manewr oskrzydlający Armii Czerwonej na terenach tych pozostała zwarta grupa ludności uznawanej za niemiecką, zwłaszcza na górnośląskich terenach przemysłowych.
3. Skutki przedwojennego podziału Górnego Śląska
Za pierwszą „dziką” falę przemocy odpowiadali żołnierze Armii Czerwonej. Dla wkraczających czerwonoarmistów – często podatnych na agitację propagandową i niewykształconych
chłopów ze wschodnich terenów ZSRS, którzy pierwszy raz w życiu opuścili rodzinne ziemie – obszar Górnego Śląska był terenem niemieckim. Po trzech latach wojny (w ZSRS znanej jako tzw. Wielka Wojna Ojczyźniana) wręcz mobilizowano żołnierzy radzieckich do prowadzenia akcji „rewanżu” na ludności niemieckiej (znienawidzonych „Giermancach”)
Ważną rolę w eskalacji przemocy ze strony żołnierzy odegrał również fakt uniformizacji niemieckiego społeczeństwa w czasie wojny. Często pretekstem do przemocy i zbrodni ze strony czerwonoarmistów stawał się znaleziony w mieszkaniu mundur jakiejkolwiek formacji nazistowskiej, np. Służby Pracy Rzeszy, straży pożarnej, poczty, kolei czy służby leśnej. Wystarczyło, że były na nim umieszczone swastyki. Większość czerwonoarmistów nie była świadoma ich przeznaczenia ani symboliki i nie rozróżniała np. uniformu pracownika niemieckiej kolei od munduru członka SS. Również zdjęcia mężów i synów w mundurach Wehrmachtu przesądzały często o śmierci domowników. Nie pomagały przedwojenne legitymacje Związku Polaków w Niemczech ani znajomość języka polskiego, a wobec mieszkańców często stosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej.
Druga faza represji, bardziej metodyczna, wiązała się z wkroczeniem Specjalnych Grup Operacyjnych NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych), które rozpoczęły tzw. akcję oczyszczania tyłów, polegającą na aresztowaniu byłych członków organizacji nazistowskich oraz wszystkich uznanych za przeciwników politycznych. Wiele złapanych w ten sposób osób przewożono do tzw. obozów filtracyjnych, a stamtąd deportowano je do ZSRS.
Deportowani mieszkańcy Górnego Śląska byli traktowani jako żywe reparacje wojenne. Internowanie obejmowało mężczyzn w wieku od 17 do 50 lat. Do obozów pracy wywożono ich w wagonach bydlęcych.
W ramach projektu IPN w Katowicach, realizowanego głównie przez Dariusza Węgrzyna, ustalono nazwiska części cywilów zatrzymanych podczas deportacji sowieckich:
- w regionie pomorskim na około 15,5 tys. wywiezionych liczba ofiar śmiertelnych wyniosła około 2,1 tys.,
- na Górnym Śląsku skala deportacji była znacznie większa – do tej pory udało się ustalić ponad 46,2 tys. osób zatrzymanych przez władze sowieckie, spośród nich co najmniej 43 tys. wywieziono do łagrów w Związku Sowieckim, ponad 10 tys. poniosło śmierć.
Większość Górnoślązaków osadzano w łagrach zlokalizowanych w Zagłębiu Donieckim, skąd kierowano ich do pracy w górnictwie bądź przy odbudowie zakładów przemysłowych ze zniszczeń wojennych. Śmiertelność wśród deportowanych mogła wynieść nawet 30%, a składały się na to głównie:
- fatalne warunki bytowe, głód i niedożywienie,
- brak zaplecza sanitarnego, a przez to uniemożliwienie utrzymania właściwej higieny wśród więźniów,
- brak opieki medycznej.
Wiele osób zmarło jeszcze w drodze do ZSRS. Pozostałe na miejscu rodziny – często kobiety z dziećmi – znalazły się w skrajnie trudnej sytuacji życiowej. Nie miały informacji o losach swoich mężów, a administracja państwowa nie udzielała im żadnej pomocy.
a) Tereny polskie - międzywojenne województwo śląskie
Generalnie na obszarach przedwojennego województwa śląskiego sowieccy dowódcy starali się dyscyplinować żołnierzy. Ograniczenia te znikały po przekroczeniu zachodniej granicy sprzed 1 września 1939 roku. Topografia terroru wyraźnie wskazuje, że w przedwojennym polskim województwie śląskim masakry nie miały charakteru masowego i niewykluczone, że częściowo mogły wynikać z błędnej interpretacji przebiegu granicy, tzn. Sowieci uważali, że są już na terenie przedwojennych Niemiec – tak interpretowane są wydarzenia, które rozegrały się w Przyszowicach, Halembie czy Rogowie, gdzie sowieccy żołnierze wymordowali większość mężczyzn, gwałcili dziewczynki i kobiety, a prośby w języku polskim i przedwojenne polskie dokumenty nie stanowiły argumentu dla zaprzestania przemocy. Podpalano budynki, zabijano ludzi gaszących pożary czy pomagających rannym (np. w Katowicach pijani żołnierze celowo podpalili budynki w centrum miasta). Grabieże i gwałty na kobietach należały do codzienności.
Wśród deportowanych na wschód z całej grupy wywiezionych mężczyzn mieszkańcy przedwojennego województwa śląskiego stanowili 20%. Zatrzymani mieli zostać tylko ludzie związani ze strukturami nazistowskimi, w jakiś sposób obciążeni przeszłością okupacyjną. Najwięcej było jednak ludzi uwięzionych przypadkowo, bez podania przyczyny aresztowania – często w dokumentach rosyjskich pojawiała się kategoria Deutsche Arbeitsfront, czyli tak naprawdę przynależność do niemieckiej organizacji zawodowej, do której należeli wszyscy pracownicy wielkich zakładów przemysłowych.
b) Tereny niemieckie - przedwojenna rejencja opolska
Eskalacja przemocy nastąpiła po przekroczeniu zachodniej granicy międzywojennego województwa śląskiego. Ponownie nieistotny był język, jakim posługiwali się mieszkańcy, ich identyfikacja narodowościowa lub jej brak (bo po prostu uznawali się za tutejszych – Ślązaków).
Ludność cywilna doświadczyła ze strony żołnierzy Armii Czerwonej masowych mordów i gwałtów. Szczególnie bestialskie były gwałty zbiorowe ‒ kilku, kilkunastu, a nawet więcej żołnierzy znęcało się nad jedną ofiarą, a ta najczęściej umierała w ich rękach lub później na skutek odniesionych ran i obrażeń. Sprzeciw ofiar tylko wzmagał brutalne zachowanie Sowietów, a nad kobietami stawiającymi opór oprawcom pastwiono się z jeszcze większym okrucieństwem lub je od razu zabijano. Mordowano również tych, którzy usiłowali zapobiec gwałtom. Strasznego losu nie uniknęły nawet pensjonariuszki domów opieki, zakładów zdrowia czy sieroty z licznych na Górnym Śląsku domów dziecka i przykościelnych ochronek. Gehenny doświadczyły również mieszkanki większości górnośląskich domów zakonnych.
Jedna z lekarek zatrudniona wówczas w gliwickim szpitalu zapisała, że po zajęciu miasta:
„(…) nastały gwałty, których skali i sadyzmu nie można sobie wyobrazić, jeśli samemu nie widziało się nie tylko zgwałcone, zarażone chorobami wenerycznymi, ale często pobite i pokąsane kobiety w każdym wieku. Ja sama widziałam nawet dzieci w wieku siedmiu, ośmiu i jedenastu lat. Równie częste były wypadki, gdy kobiety liczyły dalece powyżej pięćdziesięciu lat. Nierzadko zdarzały się nawet kobiety około osiemdziesiątego roku życia”.
Tragedia nie ustała wraz z przejściem frontu. W następnych miesiącach informacje o kolejnych gwałconych kobietach i dziewczętach docierały z każdej miejscowości, gdzie stacjonowała Armia Czerwona lub gdzie znaleźli się, nawet na krótko, sowieccy żołnierze. Gwałcili również maruderzy i tzw. szpitalnicy, czyli rekonwalescenci, którzy przebywali w licznych lazaretach. Konsekwencją gwałtów były niechciane ciąże, liczne schorzenia narządów płciowych i choroby weneryczne. W 1945 roku ich powszechność na Górnym Śląsku była zatrważająca. Walka z chorobami przywleczonymi przez czerwonoarmistów zajęła długie miesiące i była dla większości kobiet źródłem dodatkowych upokorzeń. Wiele z nich zmarło na skutek powikłań.
Ogromną skalę miały również dokonywane po przejściu frontu masakry na ludności cywilnej. Wymieniając tylko kilka miejscowości:
- w Miechowicach pod Bytomiem (25–28 stycznia 1945 roku) zamordowano co najmniej 380 osób,
- w Boguszycach w powiecie opolskim zabito – często w bestialski sposób – około 280 cywilów.
- w Gliwicach z rąk czerwonoarmistów zginęło co najmniej 817 osób,
- w Szywałdzie (Bojków), dziś dzielnica Gliwic – 120,
- w Zabrzu w dzisiejszych granicach ponad 700 osób,
- w Bytomiu i sąsiednich gminach, obecnych dzielnicach miasta – ponad 250,
- w Ujeździe w powiecie strzeleckim czerwonoarmiści zamordowali około 80 cywilów,
- w Pokoju w powiecie opolskim – 118,
- w Byczynie w powiecie kluczborskim – 200 (mimo że większość miasteczka wcześniej ewakuowano),
- w Czarnowąsach – 150,
- w Oleśnie – około 100,
- w Otmęcie – 120,
- w Chróścinie zabito 120 z 200 przebywających na miejscu mieszkańców,
- w wioskach parafii Kamień Śląski zginęło ogółem 300 osób.
Również zabudowa miejska doznała zniszczeń nie w wyniku działań wojennych, ale już w ramach akcji odwetowych . Przykładowo:
- w Bytomiu rynek i wiele kamienic na przyległych doń ulicach doszczętnie spłonęły po zajęciu miasta,
- podpalono zameczek w Miechowicach,
- w Gliwicach zniszczeniu uległo około 30% budynków w śródmieściu, w tym spora część kamieniczek na starówce,
- w Raciborzu zniszczono 98% zabudowy mieszkalnej, 93% budynków przemysłowych, oraz 74 % gmachów użyteczności publicznej – Na początku maja 1945 roku do Raciborza przybyła licząca kilkadziesiąt osób grupa polskich urzędników: „Stan miasta jaki zostali był wręcz odstraszający, także część nowo przybyłych wyjechało natychmiast z powrotem”
W kwestii deportacji do ZSRS, 80% wywiezionych mężczyzn stanowili mieszkańcy tej części Górnego Śląska, która przed wojną znajdowała się po niemieckiej stronie granicy. Na tych terenach wywózka miała formę wielkiej łapanki. Pojawiły się ogłoszenia w języku niemieckim i rosyjskim, w których wzywano mężczyzn w wieku produkcyjnym do zgłoszenia się w wyznaczonych punktach zbiórki. Niemal połowę wywiezionej grupy stanowili mieszkańcy okolic Bytomia, Gliwic i Zabrza, czyli dużego okręgu przemysłowego, gdzie duża grupa mężczyzn została odroczona od służby w Wehrmachcie na potrzeby utrzymania działalności zakładów przemysłowych. Ich robotnicy pracowali bez przerwy do momentu wkroczenia Sowietów i nie zostali ewakuowani na Zachód.
4. Powojenna sieć obozów i więzień
Na obszarze przedwojennego polskiego Górnego Śląska niemal od pierwszych chwil instalowania się polskiej administracji (koniec stycznia 1945 roku) powstały obozy karne, pracy i przesiedleńcze. Na początku 1945 roku były zakładane przez NKWD, a później przejęły je Urzędy Bezpieczeństwa Publicznego (podległe Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego). W założeniach obozy przejęte i tworzone przez MBP miały być przeznaczone dla osób podejrzanych o współpracę z okupantem niemieckim bądź Niemców, których zamierzano następnie wysiedlić. Kolejną grupę stanowiły obozy podporządkowane Centralnemu Zarządowi Przemysłu Węglowego, które miały zapewnić ciągłość pracy zakładów przemysłowych. Istniała jeszcze grupa obozów tworzona przez władze lokalne, tzw. „obozy starościńskie”. Zawiłości w zakresie podległości administracyjnej obozów pogłębiało ich formalne podporządkowanie nie tylko administracji terenowej, ale także Centralnemu Obozowi Pracy w Jaworznie, utworzonemu przez MBP w kwietniu 1945 roku.
Pod względem pełnionych funkcji, powojenne obozy na terenie Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego można podzielić na: obozy sowieckie, zbiorcze obozy wysiedleńcze, obozy pracy i obozy pracy przymusowej, obozy przejściowe, obozy karne i izolacyjne oraz obozy dla jeńców niemieckich (choć nierzadko jeden obóz miał więcej funkcji). Spośród gęstej sieci obozów na Górnym Śląsku najbardziej złą sławą osnute były placówki w:
- Katowicach,
- Łambinowicach,
- Mysłowicach,
- Świętochłowicach-Zgodzie.
Obozy szybko stały się „miejscami grozy”, gdzie bestialskie tortury, bicie oraz znęcanie się nad osadzonymi były na porządku dziennym, jednak większość zgonów spowodowana była fatalnymi warunkami sanitarnymi i brakiem opieki medycznej, co umożliwiło szerzenie się chorób epidemicznych.
a) Świętochłowice-Zgoda
Do rangi symbolu urósł obóz karny i pracy dla ludności cywilnej w Świętochłowicach-Zgodzie. Działał od lutego do listopada 1945 roku. Składał się z kilkunastu drewnianych baraków (wykorzystano zabudowania po niemieckim podobozie KL Auschwitz – KL Eintrachthütte), a osadzeni w nim ludzie pracowali w pobliskich zakładach przemysłowych. Przez obóz przeszło blisko 6 tys. więźniów: mężczyzn, kobiet i dzieci, zarówno Niemców, jak Polaków i Ślązaków. Byli wśród nich ludzie z wszystkich grup społecznych i zawodowych: robotnicy, chłopi, inteligenci, kupcy i przemysłowcy. Zatrzymań dokonywano na podstawie nakazów prokuratorskich i donosów, bez uzasadnienia po zatrzymaniu przez UB. 80% osadzonych pochodziło z terenów przedwojennego województwa śląskiego, a 20% z przedwojennej niemieckiej części Górnego Śląska.
Warunki bytowe w obozach były bardzo złe: panowało w nich przeludnienie, więźniowie byli niedożywieni oraz nie zapewniono w nich podstawowej opieki medycznej ani możliwości dbania o higienę osobistą, przez co często wybuchały epidemie chorób zakaźnych takich jak: czerwonka, tyfus plamisty i tyfus brzuszny. W Świętochłowicach-Zgodzie zmarło z tego powodu co najmniej 1 855 osób. Więźniowie byli brutalnie traktowani przez funkcjonariuszy, w tym bici, torturowani, a czasem bestialsko mordowani.
b) Łambinowice
Obóz Pracy w Łambinowicach powstał na podstawie przepisów polskich i pomimo częstej obecności czerwonoarmistów w tym miejscu był administrowany przez władze polskie. Obóz pracy został utworzony przez Urząd Bezpieczeństwa dla mieszkańców opolskich wsi, którzy mieli zostać wysiedleni (ze względu na sytuację demograficzną w miesiącach letnich 1945 roku osadzano w nim głównie kobiety, dzieci i osoby starsze) i łączył kilka funkcji: wysiedleńczą, pracy przymusowej, izolacyjną i karną. Istniał od lipca 1945 do października 1946 roku. Przeszło przez niego około 6-7 tys. osób. W przypadku osadzanych nie można stosować kategorii narodowościowej, ponieważ byli wśród nich zarówno powstańcy śląscy, jak i członkowie Związku Polaków w Niemczech.
W Łambinowicach zmarło lub zostało zamordowanych od 1 tys. do 1,5 tys. osadzonych. Ocenia się, że ponad 70% zgonów spowodował tyfus plamisty. I w tym obozie, podobnie jak w placówkach we wschodniej części regionu, bestialstwo strażników, tolerowane i wspierane przez komendantów obozowych, było na porządku dziennym. 4 października 1945 roku na jego terenie wybuchł pożar, a straż obozowa użyła broni palnej w celu rzekomego zapobieżenia ucieczce więźniów. Według oficjalnych danych zastrzelono wtedy ponad 40 osób, a nieustalona liczba zmarła później w wyniku odniesionych ran i poparzeń.
c) Mysłowice
Obóz w Mysłowicach działał od lutego 1945 roku do jesieni 1946 roku. Trafiały do niego osoby wpisane ma volkslistę (część z nich była w trakcie postępowania rehabilitacyjnego) oraz osoby podejrzane o współpracę z Niemcami lub zapisane do organizacji nazistowskich. Przez obóz przeszło co najmniej 13,8 tys. osób. Więźniowie pracowali w pobliskich kopalniach lub zakładach rzemieślniczych. W obozie w Mysłowicach panowały trudne warunki bytowe, co doprowadziło do wybuchu epidemii tyfusu, w wyniku której zmarło ponad 2,2 tys. więźniów. Według relacji świadków latem 1945 roku w obozie miało umierać dziennie 150 osób, a jesienią od 10 do 20.
d) Centralny Obóz Pracy w Jaworznie
COP w Jaworznie powstał na mocy okólnika z 25 kwietnia 1945 roku. Do jego zadań miało należeć przede wszystkim podporządkowanie małych obozów jednolitemu kierownictwu, w celu skoordynowania planów produkcyjnych oraz usystematyzowania kontroli i nadzoru nad placówkami podległymi. W obozie w Jaworznie przebywały różne grupy więźniów: byli jeńcy wojenni, Niemcy, volksdeutsche oraz przeciwnicy rządów komunistycznych w Polsce. Wiosną 1947 roku w obozie zaczęto osadzać także osoby narodowości ukraińskiej oraz Łemków, którzy w ramach Akcji „Wisła” byli wysiedlani z Bieszczad. Osoby przebywające w COP w Jaworznie pracowały przede wszystkim w kopalniach w zagłębiach: śląskim, dąbrowskim, jaworznicko-chrzanowskim. Wedle ustaleń Kazimierza Miroszewskiego przez obóz przeszło 23 669 więźniów oraz 2 390 więźniów karnych, z czego 6,9 tys. zmarło. Zgony następowały w wyniku ciężkich warunków panujących w obozie oraz wycieńczającej pracy.
5. Grabież mienia
Biorąc pod uwagę skalę przemocy, jakiej doświadczyła ludność cywilna, grabież mienia nie wydaje się być dotkliwa. Warto jednak przypomnieć, że dotyczyła ona nie tylko pojedynczych rabunków dokonywanych przez żołnierzy, którzy na własny użytek grabili prywatny dobytek mieszkańców bądź wyposażenie pałaców, ale że był to również proceder zaplanowany na masową skalę. Demontaż i wysyłka infrastruktury przemysłowej do ZSRS były przeprowadzane metodycznie i skutecznie. Demontowano niemal kompletne wyposażenie elektrociepłowni czy hut, poczynając od wielkich maszyn hutniczych, a kończąc na wyposażeniu małych zakładów i warsztatów:
- z huty „Zgoda” w Świętochłowicach wywieziono 360 obrabiarek,
- z huty „Batory” w Hajdukach (Chorzowie-Batorym) 46 maszyn,
- w Zabrzu w całości zdemontowano największą i najnowocześniejszą elektrownię na Śląsku,
- zdemontowano elektrownie w Blachowni, Kędzierzynie i Miechowicach,
- zakłady hutnicze z rejonu Gliwic zdemontowano praktycznie w całości (np. huta „Hermina” w Łabędach została zdemontowana w 85%).
W drugim kwartale 1945 roku tempo grabieży było już tak duże, że nie nadążano z wywózką rozebranych zakładów. Kres tej akcji przyniosły dopiero umowy polsko-sowieckie, podpisane po konferencji poczdamskiej w sierpniu 1945 roku. Sowieci zdążyli jednak skutecznie ogołocić większość zakładów. Bilans strat był ogromny, a spadek produkcji w poszczególnych gałęziach przemysłu wahał się od 50% do 70%. Często to, czego nie można było zdemontować, niszczono.
Powiązane lekcje
DRAMAT OKRESU II WOJNY ŚWIATOWEJ
historia, społeczeństwo
OKUPACJA, VOLKSLISTA, WEHRMACHT, KL AUSCHWITZ, TRAGEDIA GÓRNOŚLĄSKA
rozpocznij lekcję
WOJEWÓDZTWA PO II WOJNIE ŚWIATOWEJ: ŚLĄSKIE, KATOWICKIE, BIELSKIE, CZĘSTOCHOWSKIE
historia, społeczeństwo
ZMIANY ADMINISTRACYJNE, GOSPODARKA, PRZEMYSŁ
rozpocznij lekcję

Słownik pojęć
Zaloguj się
spis treści
panel narzędzi

zapisz notatkę






